Strona główna » Artykuły » Ciekawe miejsca » Dworzec Friedrichstraße – Pałac Łez. Cz.2

Dworzec Friedrichstraße – Pałac Łez. Cz.2

Przejście graniczne na dworcu Friedrichstraße było świadkiem wielu emocjonujących zdarzeń i przeżyć. Zarówno dla obcokrajowców, w tym Polaków, przechodzących tędy do Berlina Zachodniego, jak również dla obywateli NRD. Nie wszyscy spośród tych ostatnich zdołali dotrzeć na drugą stronę Muru Berlińskiego. Dlatego też po latach miejsce to nazwano „Pałacem Łez”.

Friedrichstraße – odprawa w latach 80-tych XX wieku

Miałem okazję wielokrotnie przechodzić tędy do Berlina Zachodniego jak również w drugą stronę w latach 80-tych XX wieku. Pierwszy raz w 1986 roku. Miałem wtedy 21 lat i w ramach wyjazdu do Jugosławii (voucher wykupiony w Orbisie) przekroczyłem granicę podzielonego na pół miasta w tym legendarnym miejscu. „Odprawa celna i paszportowa odbywała się właśnie w tym ponurym budynku. Przy wejściu stali funkcjonariusze enerdowskiej kontroli paszportowej. Trzeba było pokazać otwarty paszport, na stronie zawierającej zdjęcie. Pogranicznicy wschodnioberlińscy, wystrojeni w mundury bardzo podobne do tych, które nosiły formacje niepodzielnie panujące tu do 1945 roku, sprawiali wrażenie jakby znali na pamięć twarze wszystkich wrogów ówczesnego socjalistycznego państwa.

Kiedy ktoś im podpadał, kierowali go na bok i kazali czekać w tej ponurej hali aż przyjdą specjalni funkcjonariusze aby poddać ich szczegółowej kontroli i przesłuchaniom, trwającym czasem wiele godzin. Za pierwszym razem mnie na szczęście to nie spotkało. Przeszliśmy więc dalej, do stanowisk kontroli celnej, gdzie po obu stronach przejścia rozstawieni byli celnicy wschodnioniemieccy, przypatrujący się bacznie przechodzącym podróżnym. Skanujący swoim wyszkolonym wzrokiem ich bagaże, w poszukiwaniu kurierów, wywożących całymi torbami marki NRD. Następnie wchodziło się do specjalnych boksów, gdzie odbywała się kontrola paszportowa.

Było to ostatnie miejsce przed wejściem na peron kolejki S-Bahn, który był już co prawda formalnie po stronie zachodniej, lecz ciągle jeszcze w Berlinie Wschodnim. Jakkolwiek, będąc już na takim peronie, było się tak naprawdę w wolnym mieście – Berlinie Zachodnim. Z tą różnicą, że bilet nie kosztował 20 Pfenigów NRD, a 2 marki zachodnie. Licząc więc po kursie normalnym czyli czarnorynkowym było to około 70 razy więcej. Kurs czarnorynkowy marki zachodniej w stosunku do marki NRD wynosił wtedy 1 do 7”.1

Przejście Friedrichstraße – przygody i emocje

Było ich bardzo dużo. Jako bardzo młody człowiek, przechodziłem tędy w jedną lub drugą stronę kilkadziesiąt razy. Wielokrotnie dostąpiłem „zaszczytu” skierowania na bok, już przy wejściu do hali odpraw. Czekało się wtedy dobrą godzinę albo dłużej, aż pojawią się „specjalni” funkcjonariusze służb granicznych NRD, kompetentni do przeprowadzania dokładnych kontroli oraz „konkretnych” rozmów.
Byli zwykle bardzo nieufni. Postrzegali przedsiębiorczych i często podróżujących Polaków, jako potencjalne zagrożenie dla spokoju i ładu ustroju socjalistycznego. Odnosiło się wrażenie, że ludzie ci w jakiś sposób zazdroszczą nam możliwości podróżowania po całym świecie, w tym do krajów zachodnich. Dla obywateli NRD było to niemożliwe. Pozwalano bowiem wyjeżdżać na Zachód jedynie emerytom. Ale nie kiedy kto chciał, lecz jedynie co dwa lata, dając im możliwość oficjalnej (po kursie 1:1) wymiany 100 Marek NRD na Marki Zachodnie.

Emocji było bardzo dużo. Na przykład przy przewożeniu kwitów z przechowalni bagażu w Berlinie Wschodnim lub też kluczyków od skrzynek na Ostbahnhof w stolicy NRD. Według przepisów celnych tego kraju nie można było wywozić przedmiotów, świadczących o tym, że ktoś zostawił coś w przechowalni bagażu we Wschodnich Niemczech. Ponieważ domniemano, że są tam jakieś nielegalne dobra, towary handlowe, waluta, Marki NRD w większych ilościach czy też kontrabanda. Nie ukrywam, że domniemano słusznie.

Były także inne sytuacje. Przewożenie z Berlina Zachodniego towarów w ilościach handlowych, w celu ich sprzedaży w NRD. Jak choćby kasety magnetofonowe, zakupione w „AZ Elektronik” w Berlinie Zachodnim, tanim sklepie z szeroko rozumianą „elektroniką”, który działał w tym mieście w latach 80-tych XX wieku, obok wielu innych tego typu. Nie wspomnę o przechodzeniu do Berlina Wschodniego na spreparowanym zaproszeniu do NRD. Wyprodukowanym przez pewnego Polaka, który studiował wtedy w Berlinie Wschodnim, zajmującego się wszystkim tym, co w NRD było zakazane prawem. To jednak materiał na całkiem inne opowiadanie.

Przejście Friedrichstraße – „Pałac Łez”

Emocje dotyczące przechodzenia w tym miejscu do Berlina Zachodniego były szczególne dla obywateli NRD. Możliwość wyjazdu z tego kraju, spotkanie z rodziną RFN po wielu latach. Często także świadomość, że wyjazd stanowi ostateczne pożegnanie z bliskimi i krajem, w którym bądź co bądź przeżyło się kilkadziesiąt lat. Do tego obawa przed szczegółową kontrolą a także przed zawróceniem z granicy w ostatnim momencie. Nie były to łatwe chwile dla tych ludzi.

W latach 80-tych XX wieku przez przejście Friedrichstraße przechodziło 4-10 mln ludzi rocznie, czyli ponad 10-27 tyś. dziennie. Po przejściu przez odprawę mogli jeszcze dokonać jakichś drobnych zakupów w Intershopie (odpowiednik polskiej Baltony), aby nie przybyć z pustymi rękoma do rodziny w RFN. Według ogólnie dostępnych danych, na przejściu Friedrichstraße co najmniej 227 osób zmarło w sposób naturalny. Głównie na zawał serca z powodu stresu. Dlatego też miejsce to nazwano od pewnego czasu „Pałacem Łez” („Tränenpalast“).

„Pałac Łez” po obaleniu Muru Berlińskiego

Po upadku Muru Berlińskiego i zamknięciu w tym miejscu przejścia granicznego, obiekt funkcjonował do 2006 roku jako klub nocny oraz sala koncertowa dla kameralnych występów. W tym również dla przedstawień kabaretowych. Już wtedy nosił nieformalną nazwę „Pałac Łez”.

Obecnie, od 2008 roku znajduje się tu muzeum, poświęcone historii związanej z przejściem granicznym. W tym miejscu znajdują się dokładnie zachowane stanowiska odprawy celnej, boksy w których przybijali pieczątkę wyjazdu pogranicznicy NRD, jak również wystawa pamiątek z ówczesnego okresu. Punkt na mapie Berlina warty odwiedzenia, jako alternatywa dla słynnego Check Point Charlie ze słynnym Muzeum Muru. Tym bardziej, że wstęp jest bezpłatny. To ważny kawałek współczesnej historii.

1 Fragment książki „Off.Berlin Przewodnik alternatywny”. Rozdział: „Moja berlińska przygoda”.

 

“Hipsterski Prenzlauer Berg lat 80-tych”

Już za tydzień kolejne opowiadanie. Tym razem o Prenzlauer Bergu. Obecnie jest to dzielnica pięknych kamienic, zbudowanych w większości pod koniec XIX wieku, zrewitalizowanych po 1989 roku. Spotykali się tutaj działacze wschodnioniemieckiej opozycji, w różnych „dziuplach” występowały kapele punkowe, niezależni artyści czuli się wolni, na ile wolnym można było się czuć w stolicy NRD. Można ich nazwać śmiało hipsterami lat 80-tych Berlina Wschodniego. Wśród nich byli czołowi muzycy super grupy Rammstein. Jeszcze do połowy lat 90-tych była to alternatywna dzielnica miasta. W 1995 roku w jednej z kawiarni na Prenzlauer Bergu wystąpił Bruce Springsteen, dając przekaz całemu światu, że Berlin jest wyjątkowym miastem.

Marek Defée
Autor książki OffBerlin. Przewodnik alternatywny której wydanie jest planowane na I połowę 2019 roku.

Foto: wBerlinie.de

Polecamy